Rozdział 2
Oczami Oliwii:
Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Przetarłam oczy piąstkami. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. Tęskniłam za rodzicami. Jeszcze do mnie nie dotarło, że nigdy już ich nie zobaczę, że wszystkie wspólne wieczory, gry, zabawy, to wszystko ustało i nigdy już nie wróci. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju. Niebieskie ściany ślicznie komponowały się z brązową podłogą. Na samym jej środku leżał biały dywan. W dwóch końcach pokoju znajdywały się łóżka. Jedno należało do mnie, drugie do Becky. Była moją najlepszą przyjaciółką mimo że znałyśmy się bardzo krótko. Coś w środku mówiło mi, że mogę jej ufać. Niestety jeszcze spała. Cicho podeszłam do brązowych drzwi i wyszłam na palcach z pokoju. Nie chciałam jej budzić. Przeszłam szerokim korytarzem. Po ciemnobrązowym dywanie. Przyglądając się obrazą wiszącym na beżowej ścianie. Zeszłam po ciemnobrązowych schodach na dół. Weszłam do salonu w którym słyszałam głosy.
- Dzień dobry.- powiedziałam cicho.
- Cześć Oliwia.- powiedziała ciocia cicho podchodząc do mnie. Była średniego wzrostu blondynką o nieskazitelnych niebieskich oczach. Kochałam ją. Może to dziwne, ale zżyłam się z nią po jednym dniu. To ona sprawiła, że od wczoraj nie muszę się bać tego co będzie jutro. Nie musiałam się bać czy ktoś się mną zainteresuje, czy ktoś mnie kocha, czy ktoś o mnie pamięta. A dzięki niej i mojemu wujkowi mogłam spokojnie zasnąć a nie się zadręczać co będzie jutro? Czy moje życie się odmieni? Głównie te pytania towarzyszyły mi kiedy byłam w domu dziecka.
- Ciociu co tu można robić?
- Możecie iść na przykład na boisko.- wizja spędzenia dnia z Becky na boisku lekko mnie podniosła na duchu. Lubiłam piłkę nożną, siatkówkę i wszelkie sporty.
- A ciociu o której mamy wrócić?- pomyślałam, że możemy zwiedzić okolicę. Może kogoś poznamy. Lubiłam poznawać ludzi.
- O której chcecie.- powiedziała z uśmiechem.
- Ależ Nina, dziś przychodzi do nas na kolację Eryk i Alina z synem.
- A no tak. To bądźcie o 17 dobrze?
- Jasne ciociu.- uśmiechnęłam się i ujrzałam przed sobą Becky.
- Cześć.- powiedziała uśmiechnięta.
- Chodźcie na śniadanie dziewczynki.- powiedziała ciocia kierując się ku kuchni. Poszłyśmy za nią. Na ciemnobrązowym stole stały 4 białe talerze. Przy każdym z nim leżały sztućce zawinięte w fokusową serwetkę. Usiadłam na białym krześle. Musiała pomóc mi ciocia bo było za wysokie. Becky też pomogła. Po chwili dołączył do nas jeszcze wujek.
-Proszę pana, co tu można robić?- spytała moja przyjaciółka.- wujek zaśmiał się cicho.
- Nie mów do mnie per 'pan' tylko wujku.- powiedział z uśmiechem.
- Dobrze.- odparła z uśmiechem i zaczęła jeść. Po zjedzeniu śniadania pobiegłyśmy na górę żeby się ubrać umyć i załatwić wszystkie poranne czynności. Wzięłam z walizki jakieś ubrania, które miałam zamiar na siebie założyć a mianowicie krótkie spodenki i koszulkę z nadrukiem. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Była śliczna. Ciemnobrązowe kafelki przeplatały się z beżowymi. Całość sprawiała wrażenie estetyki i idealności. Miałam wrażenie, że wykonywali to profesjonaliści. Zresztą jak wszystko w tym domu. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i ubrałam się. Po paru minutach już gotowa wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Becky była w łazience parę minut wcześniej.
- To co dziś robimy? - spytała.
- Może wyjdziemy na dwór?
- Jasne, a może zagramy w nogę. - właśnie o tym myślałam. No ta dziewczyna jest moją bratnią duszą! Rzadko kiedy ma się takie szczęście i poznaje się osobę, której możemy zaufać. Tak bez strachu, że wygada, że ktoś niepowołany się dowie. Becky była dla mnie osobą, której niewątpliwe ufałam. Była takim szczęściem w nieszczęściu. Wiedziałam, że mogę jej ufać.
- A jak chłopaki będą chcieli nas przegonić?- widziałam jak zastanawia się co zrobić.
- Zadziałasz urokiem i będzie po sprawie.- powiedziała.
- Chyba ty.- odparłam pokazując swój różowy język światu.
- Dobra, nie kłóćmy się.- stwierdziła ze stoickim spokojem patrząc jak wstaję z łóżka i kieruję się ku drzwiom.
- Dobra, to chodź.
Przeszłam przez pokój i otworzyłam sobie drzwi. Szybko wyszłam a Becky za mną. Szybko opuściłyśmy nowy dom.
Na dworze było bardzo ciepło. Słońce skutecznie oświetlało nasze twarze. Był lekki wiatr, który mierzwił nam włosy. Szłyśmy ulicami Madrytu wygłupiając się a ludzie patrzyli na nas jak na wariatki. Długo szukałyśmy jakiegoś boiska. Po jakiejś godzinie znalazłyśmy murawę, ale niestety nie była pusta. Zajęte było przez kilku chłopaków mniej więcej w naszym wieku. Przeszłyśmy przez siatkę podchodząc do nich.
- Cześć, jestem Oliwia…
- Ja Becky.- przerwała mi moja
towarzyszka.
- Możemy z wami zagrać?- spytałam
uśmiechając się i patrząc wyczekująco na nas. Widziałam, że się waha. Rzadko kiedy dziewczyny lubią grać w piłkę.
- Jestem Alvaro.- powiedział jeden z
nich z uśmiechem.
- Ja Jaime.- powiedział jedyny wśród
nich blondyn.
- Diego.
- A ja Rico.- przedstawiali się po
kolei.
- Miło nam.- powiedziałam za siebie
i Becky.
- Nam też.- powiedział Alvaro.- jak
chcecie to możecie grać.- dodał z uśmiechem.
- Chętnie.- powiedziałyśmy
równocześnie i doszłyśmy do ich drużyn. Oczywiście grałyśmy przeciwko sobie.
Drużyny musiały być równe. Jeden z
graczy był naprawdę dobry. A mianowicie był to Alvaro. Chłopak miał wyraźny talent
do piłki. Kochał to co robił i było to widać. Strzelał gola za golem, my
również się staraliśmy, ale to Alvaro był górą. Po paru godzinach dobrej zabawy
skończyliśmy mecz bo większość z nas musiała iść do domu. Powoli wracałyśmy do
domu. Wygłupy wcale w tym nie pomagały. Po powrocie dom wyglądał na posprzątany
i czysty. Wszystko prawie lśniło.
- O Oliwia, Becky. Dobrze, że już
jesteście.- powiedziała.- Na górze przygotowałam dla was ubrania. Przebierzcie
się. Niedługo będą goście.
- Dobrze ciociu.- powiedziałyśmy i
poszłyśmy na górę. Na moim łóżku leżała niebieska sukienka,
kolorem przypominająca morze. Na łóżku Becky leżała różowa podkreślająca urocze
rumieńce na jej policzkach. Szybko się przebrałyśmy i zeszłyśmy na dół. Goście już
byli. Kobieta, mężczyzna i Alvaro. Ten z boiska. No proszę jaki ten świat jest
mały.
- Cześć, Oliwia, cześć Becky.-
zawołał chłopak. Rodzice dziwnie na nas spojrzeli. Zapewne zastanawiali się
skąd się znamy.
- Skąd się znacie?- wreszcie
przerwała ciszę mama Alvaro.
- Z boiska.- odparł chłopak z
uśmiechem.
- Dobrze.- odparła jego matka
uśmiechając się.
Weszliśmy do ‘jadalni’. Na stole
leżało 7 nakryć. Biały obrus zakrywał mahoniowy stół. Przy każdym krześle stały
czarne nakrycia z srebrnymi sztućcami. Biało-czarne serwetki były ułożone i
postawione na talerzach. Każdy usiadł na przeznaczonym dla siebie miejscu.
Podanym posiłkiem była paella. Wyglądała pięknie i pachniała apetycznie. Po
zjedzeniu rodzice zaczęli rozmawiać o ‘dorosłych sprawach’ a my poszliśmy do
naszego wspólnego pokoju. Po wielu godzinach rozmowy z Alvaro dowiedziałyśmy
się, że chce być piłkarzem i ma zamiar grać dla Realu Madryt w przyszłości.
Alvaro był naprawdę przeuroczym chłopakiem. Mogłyśmy z nim pogadać o wszystkim.
Odnalazłam w nim bratnią duszę tak jak w Becky. Czy to możliwe, że straciłam
rodziców po to, żeby zyskać dwóch najlepszych przyjaciół? Tęskniłam, ale Becky
i Alvaro skutecznie zastępowali mi rodziców. Naprawdę ich za to pokochałam.
Byli dla mnie ważni i wiedziałam, że bez nich nie dałabym sobie rady.
Jejciu, ostatnio pojawił się komentarz, który dał mi do myślenia. Podoba wam się to w ogóle? W trzecim rozdziale będzie już czas teraźniejszy. Liczę na Wasze komentarze! Buźki ;**
Są tu może jakieś fanki BVB? Jak tak to zapraszam : http://quiet-another-bvb-story.blogspot.com/
Jejciu, ostatnio pojawił się komentarz, który dał mi do myślenia. Podoba wam się to w ogóle? W trzecim rozdziale będzie już czas teraźniejszy. Liczę na Wasze komentarze! Buźki ;**
Są tu może jakieś fanki BVB? Jak tak to zapraszam : http://quiet-another-bvb-story.blogspot.com/